Tęsknota za kunsztem (Kuncem)
Sylwestrowa noc w Paryżu; czy też Paryż w Szczecinie on-line...
Najnowsza produkcja Opery na Zamku zamykająca artystyczny rok 2011 nie powala na kolana, wręcz przeciwnie, rozważania producentów spektaklu nad odległą paralelą łączącą oba te miasta daje obraz miałkości wymyślonej koncepcji, braku spójnej wizji prezentowanej produkcji, która zupełnie wymyka się twórcom spektaklu.
Przywykliśmy się chlubić Hausmannem, wybitnym miejskim architektem, którego rozwiązania urbanistyczne tak w Szczecinie jak w Paryżu są znakiem rozpoznawczym obu miast; to jednak okazało się za mało, by posłużyć za kanwę sylwestrowej włóczęgi, wspaniałej szampańskiej nocy po Paryżu scenicznym; choć przyznam, że mogło by i tak być.
W efekcie prawie przez 3 godziny widzowie uczestniczą w marnym koktajlu muzyki operowej, operetkowej i musicalowo-piosenkowej, co samo w sobie nie byłoby złe, gdyby tenże repertuar przenikał się i wynikał jeden z drugiego, prowadził nas od salonów przez bulwary i uliczki, poprzez wielkie sceny, rewie i kabarety. Tak niestety nie było; zamiast zręcznej fabuły, lekkości i gracji byliśmy świadkami pośpiesznie uzasadnianego repertuaru: przykładem włączenie arii Carmen i Escamillio do programu (bo Georges Bizet Francuzem był..) oraz arii Jontka z Halki (bo Amerykanin w Paryżu, to mógłby być polski góral z Ameryki, który nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności wylądował na Champes Elisee) i tak od Sasa do Lasa, czyli od Gerschwina do zmulitplikowanej wieży Eiffel’a, szumiącej swoją wielokrotnością niczym jodły na szczycie, rosła żałość widzów dla tyleż nieszczęsnej Halki co i do przedstawienia. Paryska noc sylwestrowa rozpoczynająca się Danse Macabre Camille Saint- Saens’a, bardziej odpowiednim na wieczór Zaduszkowy niż sylwestrowy, nastrajała głęboką zadumą, że oto nadchodzący Rok 2012 z przepowiadanym końcem świata każe przygotowywać się już na Sąd Ostateczny. Memento mori.
Słaba koncepcja, słabi wykonawcy, brak mocy i siły wykonania, lekkości i techniki, to wszystko sprawiło, że wyszłam z Opery zażenowana brakiem poważnego potraktowania melomanów przybyłych do Opery w oczekiwaniu szampańskiej przygody z muzyką w ten tak niezwykły wieczór. Tym razem dyrektor Semarau – Siemianowski wraz z dyrektorem Opatowiczem stworzyli pospieszne miałkie dziełko, któremu zabrakło polotu, a nade wszystko kunsztu, czego poprzedniemu dyrektorowi Opery Warcisławowi Kuncowi, przy jego produkcjach, zarzucić się nie dało.
Stąd i moja zaduma nad kunsztem (Kuncem).. Można tylko życzyć, by tego kunsztu nie zabrakło w przyszłych produkcjach artystyczno – kulturalnych i że Opera zacznie wykorzystywać bardziej potencjał swój, a nie niezbyt udanych obcych wykonawców i będzie szanować widzów.
Ewa Koś
| « poprzednia | następna » |
|---|

